Parchowskie gniazda
W pierwszą niedzielę kwietnia dwa bociany krążyły wysoko nad Parchowem,jakby nie mogły się zdecydować, czy wylądować, czy polecieć dalej. Spogladaly w dół na lśniące tafle jezior i oczek wodnych,na wijace się wśród lasów,pol i łąk rzeczki i strumienie oraz zabudowania wsi i krzatajacych się pośród nich ludzi. Wreszcie po kilku zatoczonych kręgach jeden z bocianów zaczął się powoli znizac do dachów parchowskich obejść. Przelatywal wolno nad kolejnymi zagrodami, jakby szukał znajomego miejsca. Przeciął drogę biegnąca wśród zabudowań wioski,kierując się w stronę małego ceglanego kościółka i przycupnietego przy nim cmentarza. Zatoczyl wreszcie krąg nad gospodarstwem położonym na północnym obrzeżu wsi i wylądował na resztkach gniazda na dachu wysokiej stodoły. Rozprostowal szeroko skrzydła,pomachal nimi i…
I CO DALEJ DOWIECIE SIĘ W DRUGIEJ CZĘŚCI.
POZDRAWIAM,MI-LAA07. :)